Blog > Komentarze do wpisu
Coś dla ciała, coś dla ducha

Piątkowy wieczór i sobotę spędziłam bardzo „kulturalnie”. Najpierw postanowiłam sprawdzić, gdzie młodzi ludzie spędzają wolny czas. Piątek to szczególny dzień tutaj, bo większość pracowników odbiera tygodniową wypłatę, a to już jest powód do wybrania się ze znajomymi na piwo. I choć większość młodych ludzi, z którymi rozmawiałam, narzeka, że w Northampton nie ma co robić, to właśnie w piątkowe wieczory liczne tutaj kluby i puby pękają w szwach. Ja postanowiłam skorzystać z zaproszenia Claire, którą poznałam na uniwersytecie i wybrać się do klubu The Soundhous. Tak się złożyło, że po tournee po USA i Europie wróciła lokalna sława, zespół The Maps, czyli Mapy. Skąd taka nazwa? Jak wyjaśnia menadżer grupy, mapa otwiera horyzonty, można na nią patrzeć z bliska i widzieć mały wycinek świata, albo spojrzeć szeroko i zobaczyć cały świat. Mapy to zespół wywodzący się z Northampton, ale już zdążyły dać się poznać szerokiej publiczności. Pierwsza płyta sprzedała się w 30 tys. egzemplarzy.

A że zespół w rodzinnym mieście cieszy się popularnością można było zobaczyć po licznie przybyłej do klubu publiczności. Sala wypełniona była po brzegi. Nie podejmuję się zrecenzować muzyki Map, mnie koncert się podobał. Publiczność też żywo reagowała gorąco oklaskując każdy kawałek, ale, no właśnie - to co mnie zupełnie zaskoczyło: muzyka brzmiała tak, że basy czuć było w żołądku, wokalista dwoił się i troił na scenie, a pod sceną nikt nie tańczył. Wszyscy stali w miejscy i się przyglądali.

- Wiesz, żeby tańczyć tak publicznie, trzeba mieć dużo pewności siebie. My chyba tacy nie jesteśmy. To takie brytyjskie - wyjaśniła mi Claire, gdy powiedziałam jej, że w Polsce w czasie takiego koncertu publiczność by szalała. I jeszcze jedno spostrzeżenie: w klubie nikt nie palił papierosów. Kto zatęsknił za dymkiem wychodził na zewnątrz. Okazuje się, że to efekt wprowadzonych kilka miesięcy temu surowych przepisów. Palenie w klubach i pubach jest zakazane i karane wysokimi grzywnami, przy czym płaci nie tylko palacz, ale i klub. Nikomu się więc nie opłaca oszukiwać. Dla niepalących to błogosławieństwo.

Poza wizytą w jednym z klubów Northampton, gdzie można posłuchać zespołu grającego live, polecam też niezwykłą galerię. Urządzona została w starej... hali targowej, w której sprzedawano ryby. Zresztą po hali pozostała nazwa The Fishmarket i lada wyłożona płytkami, która teraz służy za recepcję. Należąca do miasta i stojąca w centrum miasta hala była od kilku lat nieużywana, popadała w ruinę. Rok temu miasto oddało ją stowarzyszeniu, które dzięki pozyskanym grantom halę wyremontowało i zaadaptowało na galerię.

Na zdjęciu: przygotowania do nowej wystawy.

Dzisiaj na ścianach hali można podziwiać prace miejscowych artystów. Gdy ja tam weszłam, właśnie trwały przygotowania do nowej wystawy. Młodzi ludzie zawieszali olbrzymie płachty materiału wymalowane farbami. Jeden z kątów galerii oddany jest we władanie studentów wydziału sztuki northamptońskiego uniwersytetu. Inny jest na wynajem. Każdy kto uważa, że jego prace powinny być zaprezentowane szerszej publiczności, może wynająć za 20 funtów miesięcznie kawałek ściany i przez miesiąc je prezentować. Fantastyczny pomysł. Może do wykorzystania u nas?


sobota, 27 października 2007, junga
Komentarze
2007/10/27 22:46:32
Aaałłłłłaaaa! Pani Małgorzato! Czy pani chce, ;)żebyśmy sobie (doszczętnie) wzrok popsuli przez te skoki czcionek...? Czy to celowe? To troszkę "rude"...
-
2007/10/28 10:22:20
Bardzo przepraszam, ale to jest niezależne ode mnie niestety. Mam kłopoty z internetem i przesyłaniem plików, a już zamieszczanie notek na blogu to jedna wielka niespodzianka: raz czcionka nie wiedzieć czemu jest ogromna a raz maluteńka. Obiecuję poprawę ;-) Tymczasem zostały mi dwa dni w Northampton. Cały czas mam wrażenie, że jeszcze nie dowiedziałam się wszystkiego co chciałam o tym mieście wiedzieć, że jeszcze nie spotkałam wszystkich ciekawych ludzi...