Blog > Komentarze do wpisu
Żegnam się z Northampton

Ostatni dzień w Northampton upłynął mi pod znakiem poszukiwania czynnej szkoły. Chciałam zobaczyć jak wygląda typowe liceum, ale zadanie okazało się trudne do wykonania. Cały ubiegły tydzień w Anglii trwała przerwa międzysemestralna, szkoły były nieczynne, a po przerwie wiele szkół zorganizowało szkolenie dla nauczycieli, lekcji znów nie było. Gdy już traciłam nadzieję, z budynku, który właśnie mijałam wysypała się grupa nastolatków. Co się okazało? Trafiłam wreszcie do liceum - prywatnego, które tego dnia było czynne. Prywatna szkoła to nie to samo co publiczna, ale postanowiłam zajrzeć. Pani dyrektor przyjęła mnie bardzo miło, choć dokładnie przyjrzała się mojej legitymacji prasowej i wnikliwie wypytała o cel mojej wizyty, zanim pozwoliła mi wejść do szkoły. Ale nic dziwnego, ochrona uczniów to tutaj priorytet. Gdy już zostałam oprowadzona po budynku (zajrzałam do sal lekcyjnych, na szkolną stołówkę i do bursy) zostałam przekazana pod skrzydła pani Zofii Cieślewicz, Polki, która w liceum uczy matematyki. Towarzyszyłam pani Zofii podczas lekcji wychowawczej i potem lekcji matematyki. Muszę przyznać, że choć z matematyki miałam zawsze dobre oceny, to logarytmy, całki i funkcje zmienne nad którymi głowili się uczniowie przyprawiły mnie o dreszcze. O tym jak wygląda nauka w prywatnym liceum, ile waży plecak ucznia i co w nim nosi napiszę już po powrocie do Polski.

Zofia Cieślewicz pytana, czy lubi Northampton odpowiada - Przeprowadziłam się tu z Krakowa, więc trudno mi odpowiedzieć, bo Northampton to nie Kraków. Ale tu mieszkam od dwudziestu lat, tu do szkoły chodzi moja córka.

Większość northamptończyków z którymi rozmawiałam, odpowiadało podobnie. Northampton to nie Londyn, nie ma tu bogatej oferty kulturalnej, ale do Londynu jest tylko 108 kilometrów i pociągiem, uwierzcie mi, można dojechać w godzinę. Zaletą miasta jest na pewno lokalizacja - stąd wszędzie jest blisko: na lotnisko w Luton, do Oxford, Cambridge czy Birmingham. W pobliżu jest zalew, po którym można żeglować, w okolicy malownicze wioseczki do zwiedzania i las do przejażdżki rowerowej. Plusem z pewnością są niskie ceny nieruchomości w porównaniu z Londynem. Jedni podkreślali, że miasto jest spokojne, inni mówili że nudne. I tak właśnie jest z Northampton, ludzie, którzy tu mieszkają narzekają, pytani o zalety miasta, zaczynają je doceniać, a gdy wyjadą, tęsknią. Mnie z pewnością pozostanie sentyment do miasta, które intensywnie poznawałam przez jedenaście dni. Na pewno nie odwiedziłam wszystkim ciekawych miejsc, ani nie porozmawiałam ze wszystkimi ciekawymi ludźmi, ale i tak wywożę stąd reporterski notes pełen historii, obserwacji i spostrzeżeń. O wszystkich napiszę, gdy reporterzy Gazety biorący udział w projekcie Europa powrócą do kraju.

Zanim ja stąd wyjadę chce wprowadzić w życie pewien pomysł. Podczas jednego ze spacerów po deptaku kupiłam książkę Sidneya Sheldona. Taki kryminałek do poduszki. Przeczytałam i postanowiłam książkę uwolnić, czyli zostawić ja w publicznym miejscu dla następnego czytelnika. Na drugiej stronie zrobiłam jednak wpis, prosząc każdego, kto natrafi na moją książkę o maila z informacją gdzie ją znalazł. To może być ciekawe prześledzić drogę mojej książki. Może trafi do kosza, może ktoś zabierze ją do domu, a może będzie wędrować po Northampton.

A tymczasem ruszam się pakować. Jutro autobusem przejadę na lotnisko w Luton, a potem samolotem do domu. Do zobaczenia w Radomiu.

poniedziałek, 29 października 2007, junga
Komentarze
jdk
2007/10/30 10:55:45
Ojoj! Jak szybko minął ten czas! Ze względu na nawał spraw służbowych i prywatnych nie zadałem wielu pytań, które chciałem, ale mam nadzieję, że zasób wiedzy, z jakim wracasz z Northampton, starczy jeszcze na wiele tygodni ciekawych dyskusji ;)

Do zobaczenia w kraju!