Blog > Komentarze do wpisu
Wstydliwy problem nie musi być wstydliwy

W lokalnych mediach jak bumerang powraca temat miejskich toalet. W samym centrum miasta, przy deptaku stoi kilka tak zwanych toitojek. Z definicji to przewoźne toalety stawiane okazjonalnie na imprezach masowych, albo w miejscach, gdzie wybudowanie tradycyjnej toalety jest niemożliwe. W naszym mieście toitoje przyjęły się jako rozwiązania stałe. Przykład? Plac Konstytucji 3 Maja, tuż przy fontannach. Drugi? Toitoje w parku za Łaźnią. I trzeci: postój taksówek przy ul. Wałowej, obok plebanii kościoła farnego. Miejsca reprezentacyjne w przciwieństwie do niebiesko-białych budek. Ale dobrze, pominę już ich estetykę. Problem w tym, że najczęściej toitoje są zamkniętę, a jeżeli już szczęśliwie uda nam się trafić na otwartą, to widok wnętrza i tak nas skutecznie zniechęci przed skorzystaniem. Wiem, nawet najpiękniejsza toaleta nie pomoże, jeżeli komuś brak kultury. Ale mimo to spróbuję do dyskusji nad radomskimi szaletami wrzucić northamptoński kamyczek. Przy głównej ulicy miasta Abington Street, która jest deptakiem, oprócz salonów telefonii komórkowej i sklepów, znajdują się kawiarenki i knajpki. W większości są toalety i nikomu nie przychodzi do głowy wieszać tam na drzwiach napisów „WC tylko dla klientów”.  Są też dwie galerie handlowe z publicznymi, bezpłatnymi toaletami. No i absolutny hit: samoobsługowa toaleta stojąca na samym środku deptaka: wrzuca się monetę, automatycznie otwierają się żaluzjowe drzwi, na tyle szerokie, że można tam wjechać wózkiem inwalidzkim, a po skorzystaniu urządzenie spłukuje i dezynfekuje pomieszczenie. Mój zachwyt nie budzi jednak sposób użytkowania, ale forma. Toaleta jest stylowa, doskonale wpisuje się w otoczenie starych kamieniczek, może być też wykorzystana na reklamę.

Wynika z tego, że problem miejskich szaletów można rozwiązać elegancko. Nie upieram się, aby taka sama toaleta stanęła na Żeromskiego. Chodzi o sam pomysł na miejski szalet, o jego formę. A może wam udało się podpatrzeć ciekawe rozwiązania, gdzieś w Polsce, gdzieś w świecie. Podyskutujmy o tym, spóbujmy zmienić wygląd naszego miasta, aby gazety za pół roku nie musiały znów pisać o wstydliwych toitojkach, panach załatwiających swoje potrzeby w bramach.

 

czwartek, 15 listopada 2007, junga